• Symboliczny grób pilota
    Symboliczny grób pilota

2012-08-18 - WYCIECZKA DO CIERLICKA W 80 ROCZNICĘ KATASTROFY SAMOLOTU RWD-6 oraz NA MORAWY DO KOPRZYWNICY I SZTRAMBERKU

W  HOŁDZIE  ŻWIRCE I WIGURZE

             Członkowie i sympatycy Koła Macierzy Ziemi Cieszyńskiej w Grodźcu udali się 18 sierpnia b.r. do Cierlicka na Zaolziu, by złożyć hołd polskim lotnikom Franciszkowi Żwirce i Stanisławowi Wigurze, którzy przed 80 – laty, 11 września 1932 r. tu w miejscu zwanym dziś „Żwirkowiskiem” zginęli w katastrofie lotniczej.

Żwirko i Wigura to legendarne postacie i chluba przedwojennego polskiego lotnictwa sportowego, o czym z wielką swadą i znajomością tematyki opowiadał nam przewodnik beskidzki, właściciel prywatnego muzeum spadochroniarstwa w Wiśle, pan Piotr Wybraniec.

A o życiu i tragicznym, ostatnim locie Żwirki i Wigury tak pisze Krystyna M. Fedyszyn (http://www.sslw.poznan.pl/historia_zwirkowiska)

„Kapitan pil. Franciszek Żwirko i inż. Stanisław Wigura spotkali się w Akademickim Aeroklubie warszawskim w 1929 roku. Żwirko był już wtedy zawodowym pilotem wojskowym, który latał na wszystkich dostępnych mu maszynach, także na starych gruchotach nazywanych „latającymi trumnami”. Student Wigura dopiero uczył się sztuki latania, jako amator-sportowiec. Ale od kilku lat w czasie wolnym od nauki projektował „latające maszyny” - był współkonstruktorem awionetek WR-1 i RWD-1. Razem z Rogalskim i Drzewieckim pracował nad RWD-2 (stąd skrót RWD złożony z inicjałów trójki inżynierów). Właśnie na RWD-2 Żwirko i Wigura po raz pierwszy polecieli razem. Wyruszyli „pokazać polski samolot w Europie”. Ten na pozór spacerowy lot przyspieszył tempo rozwoju lotnictwa sportowego w Polsce. Przede wszystkim udowodnił, że piloci polscy na samolotach polskiej konstrukcji mogą śmiało uczestniczyć w europejskich „turniejach lotniczych”, takich jak Challenge Internationale des Avions de Tourisme...

Żwirko i Wigura zaprzyjaźnili się. Zaistniała między nimi mocna więź oparta na wzajemnym szacunku, zrozumieniu i wielkim zaufaniu. Razem latali na „erwudach”, uczestniczyli w rajdach i zawodach. Tworzyli znakomitą załogę, wyjątkową w historii „polskich skrzydeł”, niespotykaną w europejskim ani światowym lotnictwie sportowym. Zwycięska w najpoważniejszych konkursach krajowych, coraz bardziej popularna w Polsce załoga RWD dwukrotnie stanęła do próby sił z elitą lotników europejskich. Nominacja do Challenge’u była dla każdego lotnika satysfakcją i wyróżnieniem. Dla Żwirki i Wigury była również wielkim obowiązaniem - reprezentowali młode polskie lotnictwo sportowe i rozwijający się przemysł lotniczy, a także młodą Ojczyznę. Niestety, udział w II Challenge w 1930r. dla Polaków zakończył się fiaskiem.

III Challenge w 1932r. odbył się w Berlinie, bowiem w poprzednich dwóch edycjach zwyciężyli lotnicy Niemieckiego Aeroklubu. Aeroklub Polski reprezentowały trzy załogi na samolotach PZL-19 oraz dwie na RWD-6. Międzynarodowa komisja techniczna największą ilością punktów oceniła RWD-6 przed PZL-19, a dopiero za nimi uplasowały się maszyny włoskie, niemieckie i inne. 28 sierpnia 1932 r dla Żwirki i Wigury był wielkim tryumfem. Polska załoga odniosła zwycięstwo w największej imprezie lotniczej na świecie. Na lotnisku w Berlinie na cześć zwycięzców zabrzmiał „Mazurek Dąbrowskiego”, załopotała biało-czerwona flaga. Ta data dzisiaj wyznacza Święto Lotnictwa Polskiego.

Do Aeroklubu RP nadeszło zaproszenie na meeting lotniczy do Pragi, który miał się odbyć 11 września 1932r., a nasi podniebni bohaterowie mieli być jego największą ozdobą. Przyjęli zaproszenie i wyruszyli. Niestety ten lot był ich ostatnim - lotem do wieczności.

Nad zaolziańskim Cierlickiem wściekły podmuch szalejącej wichury zamknął definitywnie historię życia największych polskich bohaterów przestworzy. Żwirko i Wigura razem „żeglowali po szlakach podniebnych” i zwyciężali w konkursach lotniczych, razem zginęli i razem zostali pochowani na warszawskich Powązkach w Alei Zasłużonych. W pogrzebie brało udział kilkadziesiąt tysięcy rodaków. Zaolzie i cała Polska pogrążyły się w żałobie. Cierlicko stanęło przed zadaniem zachowania wieczystej pamięci bohaterskich lotników, stało się symbolem i pomostem braterstwa i przyjaźni. Spontanicznie rodziły się pomysły zachowania pamięci Żwirki i Wigury zarówno na Zaolziu, jak i w całej Polsce. I tak doszło do narodzin Żwirkowiska, największego świeckiego sanktuarium na Zaolziu, powstał tu również Komitet Budowy Pomnika Żwirki i Wigury.

„Kto nazwał to miejsce Żwirkowiskiem, dzisiaj nikt nie wie, ale wszyscy wiedzą dlaczego.”

W miejscu tragicznego zdarzenia ustawiono początkowo brzozowy krzyż ze śmigłem i pozostawiono zakonserwowane pnie świerków, o które roztrzaskał się samolot. Utworzono także symboliczne mogiły lotników. W roku 1935 wybudowano małe mauzoleum i bramę z napisem "Żwirki i Wigury start do wieczności". Wkrótce „Żwirkowisko” stało się miejscem kultu polskości na Zaolziu. Po zajęciu Czechosłowacji przez Niemców w grudniu 1940 rozebrano mauzoleum i zniszczono cały teren. Udało się ocalić pamiątkowy kamień i napis z bramy. Opiekunami tego miejsca, nie zważając na grożące ze strony władz represje, byli pan Józef Stebel i jego żona Helena.

Losy „Żwirkowiska” są przykładem  niełatwych stosunków jaki panowały na polsko – czeskim pograniczu, z tym większą satysfakcją należy traktować obecnie pieczołowicie odtworzone symboliczne mogiły lotników oraz pomnik ku ich czci z dwujęzycznym napisem upamiętniającym tragiczny lot.

Złożeniem wiązanki kwiatów pod pomnikiem poświęconym pamięci Żwirki i Wigury zakończyliśmy pobyt na Żwirkowisku a miejsce to na długo pozostanie w naszej pamięci.

W Cierlicku na kościeleckim wzgórzu, 400m nad Żwirkowiskiem stoi także drugi pomnik. Jest nim Dom Polski Żwirki i Wigury. Ten „żywy” pomnik powstał dzięki społecznej pracy i ogromnemu osobistemu zaangażowaniu ludzi po jednej i po drugiej stronie granicy, jego gospodarzem jest Jan Przywara. Powstawał w latach 1989-1994 a jego fasadę zdobi portret bohaterskiego lotnika, nad wejściem zaś łopotają flagi polska i czeska, symbol pojednania i znak czasu i oby trwały.

          Opuściliśmy w podniosłym nastroju Zaolzie i udaliśmy się w dalszą podróż na Morawy, wsłuchani w ciekawe opowieści pani Gabrieli Wybraniec, przewodnika beskidzkiego i drugiego pilota naszej wyprawy.

            Kolejnym punktem programu była Kopřivnica,  miasto położone w odległości 28 km na południe od Ostravy jest siedzibą Fabryki Samochodów „TATRA”, my zwiedziliśmy nowoczesne Muzeum Techniki. Zdumiało nas bogactwo eksponatów, obrazujących bogatą historię sięgającą 1897 roku, kiedy to w ówczesnych Austro- Węgrzech, w małej pracowni Ignacego Šustala,  powstał pierwszy „pojazd bez koni”, nazwany „Präsidentem”. Luksusowe limuzyny z charakterystycznym  aerodynamicznym  kształtem, w swoim czasie wyprzedziły i wywarły wpływ na ogólnoświatowe trendy, najstarsze samochody wyścigowe, ścigające się od 1900 roku, bolidy z lat 50 i 60 i wiele modeli samochodów ciężarowych, a wśród eksponatów wóz strażacki firmy TATRA z Cieszyna – Marklowic, z oryginalnymi polskimi numerami rejestracyjnymi (BLC 8842). Do zwiedzenia muzeum zachęca stojący na zewnątrz, unikatowy swymi aerodynamicznymi kształtami, pociąg czechosłowacki, wybudowany w roku 1936, zwany „Słowacką Strzałą”, który trasę Bratysława – Praga pokonywał w 4 godz. 28 min, osiągając maksymalną prędkość 148 km/godz. Od 2006 roku taką nazwę nosi połączenie kolejowe EuroCity relacji Praga – Bratysława – Praga, które standardowo obsługiwane jest zespołami trakcyjnymi Pendolino.

 W urokliwym, średniowiecznym , położonym  nieopodal Kopřivnicy, wtulonym w grzbiety Beskidu Štramberku,  zwanym z powodu unikatowego położenia „Morawskim Betlejem”, mogliśmy podziwiać perełki architektoniczne drewnianych wołoskich domów (objęte opieką UNESCO), ruiny zamku i murów obronnych z górującą nad miastem wieżą zw. „Truba”, z której roztacza się  wspaniały, niezapomniany widok na okoliczne pasmo Beskidu Morawsko - Śląskiego z  Białą Górą, Libotyńskimi  Wierchami, Kotoučem i owianym legendami Radhoszczem vel Radegastem (Radegast był czczony jako pogański bóg obfitości i żniw oraz gościnności).

Było też coś atrakcyjnego dla łasuchów. Słynne „štramberské uši” wypiekane na poczekaniu w licznych tu piekarniach z ciasta piernikowego (receptura zastrzeżona), z różnymi dodatkami (migdały, orzechy, czekolada itp.). A tradycja jak na średniowieczne miasteczko przystało wywodzi się z XIII wieku z czasu najazdu Tatarów i przebiegłości jego mieszkańców.

Pobyt u naszych południowych sąsiadów był ze wszech miar udany: podniosły, refleksyjny i poznawczy, a na okrasę wspaniała letnia pogoda.

Dziękujemy p. Agnieszce Bronowskiej dyrektorce GOK w Jasienicy za pomoc w urzeczywistnieniu naszego spotkania w Cierlicku.

Irena Skrzyżala

 
1034